Kryzys jest jak UFO

Kryzys to wszystko co widzę, kryzys to wszystko co słyszę i tak już od co najmniej pół roku albo i dłużej. Gdzie nie spojrzeć zalewa nas wszechogarniająca fala kryzysowych informacji, telewizja, radio, internet, prasa – wszyscy mówią o kryzysie. Tymczasem z tym kryzysem w Polsce jest jak z UFO, dużo się o nim mówi, wszyscy o nim słyszeli ale tak naprawdę prawie nikt go nie widział na własne oczy.

Najgorsze jest to, że w naszej kulturze, która w coraz większym stopniu opiera się na mediach, taka nagonka kryzysowa staje się swego rodzaju samospełniająca się przepowiednią. Bo z mediami jest jak z kobietą, nie ważne co i jak mówi, ważne ile razy powtarza! Jeśli każdego dnia przez pół roku media na śniadanie, obiad i kolację serwują mi informacje o kryzysie, to w końcu w nie uwierzę. I to jest właśnie najbardziej niebezpieczne, bowiem zachowania konsumentów oparte są na psychologii. Przestraszeni konsumenci przestają wydawać, przedsiębiorcy inwestować i mamy… kryzys. Tyle, że tym razem prawdziwy.

Kilka przykładów. Pewien duży koncern produkujący w Polsce LCD pod koniec zeszłego roku założył sobie, że zmniejszy produkcję w 2009 roku o 10 proc., bo jest kryzys, więc zmniejszy się zapotrzebowanie na produkty koncernu. Tymczasem po styczniu okazało się, że zamówień jest tyle samo co rok wcześniej i firma nie jest w stanie wyprodukować tyle ile potrzeba, bo ograniczono już moce produkcyjne i ponowne ich uruchomienie potrwa. Podobna sytuacja miała miejsce w fabryce AGD, gdzie jesienią wysłano do 300 pracowników wypowiedzenia z pracy, bo planiści ustalili, że w dobie kryzysu znacznie spadną zamówienia na sprzęt. Pod koniec stycznia dział HR owej firmy miał sporo pracy, bowiem trzeba było wysyłać pisma do zwolnionych pracowników, aby wracali do pracy, gdyż liczba zamówień wcale nie spadła.

Brak jest rzetelnych opracować i komentarzy na temat bieżącej sytuacji gospodarczej. Po prostu okazuje się, że nagle jest kryzys i wszystko, co się dzieje złego w naszym życiu to jego wina. Pod kryzys podciągane jest dosłownie wszystko. Nagle dowiadujemy się, że upadł jakiś zakład, huta, że fabryka wysłała ludzi na urlopy. Jednak nikt nie wspomina, że ów zakład był w stanie upadłości od kilku lat, a fabryka wysyłała ludzi na urlopy także rok temu. Nagłaśnia się sprawy zwolnień. Na przykład w jednym z dużych miast katuje się opinię publiczną tym, że 3 duże zakłady zwalniają razem 1000 osób. Nazwy tych zakładów pojawiają się w każdym artykule czy reportażu telewizyjnym już od października, jako przykład kryzysu. Z drugiej strony 10 innych firm, w tym samym mieście, zamierza w obecnym roku zatrudnić 4000 osób. O tym mówi się mało lub wcale. Taka specyfika mediów – dobra wiadomość to żadna wiadomość!

Nie twierdze, że nic się nie dzieje, że jest super i w ogóle. Jest gorzej ale nie przesadzajmy. Kto powiedział, że gospodarka zawsze będzie się rozwijała, bezrobocie spadało, a płace i dochody rosły bez końca. Wiadomością tygodnia jest wzrost bezrobocia w Polsce do 10,5 proc. Sporo, jednak z drugiej strony i tak jest ono niższe niż rok temu, kiedy wszyscy zachwycali się jego spadkiem. Rok 2009 będzie gorszy niż poprzedni ale jednak znacznie lepszy niż większość okresu od 1990 roku, kiedy to bezrobocie przekraczało 20 proc., a perspektyw na poprawę nie było. Dlatego zachowajmy trzeźwy ogląd sytuacji i po prostu róbmy swoje. Natomiast dla pesymistów, którzy ulegli psychozie kryzysu mam dobrą wiadomość: gorzej już nie będzie! Dlaczego? Bo gdyby mogło to by już było. Oby do wiosny.

r.s.

Zostaw
komentarz

Nasi eksperci również chętnie
uczestniczą w dyskusji i odpowiadają
na Wasze komentarze.

Darmowy e-book z poradami księgowymi